Kopia zapasowa jako usługa (BaaS)

Kopia zapasowa jako usługa (BaaS)

Czym w istocie jest kopia zapasowa? Ile w niej usługi, a ile technologii? Jakie są najlepsze praktyki w tym zakresie? Jaka jest odpowiedzialność dostawcy usługi? Napiszę o tym ile jest „cukru w cukrze” z perspektywy naszego polskiego rynku.

Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie gdy słyszysz „kopia zapasowa jako usługa” (BaaS – Backup as a service)? Ja najczęściej słyszę, że to przestrzeń na dane uruchomiona gdzieś w chmurze. Tymczasem sama definicja mówi o czymś więcej. Jakie są zatem składowe usługi? Standardowo dostawcy kształtują BaaS na bazie trzech lub czterech komponentów. Chodzi o wykorzystywaną przestrzeń nośnika, licencje aplikacji i pracę ludzi. Gdy mamy do czynienia z chmurą (np. AWS, Azure) dochodzi jeszcze transfer danych. Co ciekawe, dla polskich dostawców najwyższy koszt to zajętość nośników danych, który stanowi czasami nawet 60% usługi. Boleśnie odczują to klienci posiadający duże wolumeny danych.

Kopia zapasowa to kolejne „wystąpienie” określonego zbioru danych. Zgodnie z najlepszymi praktykami, w tym regułą 3-2-1, dobrze jest mieć trzy kopie danych na dwóch różnych nośnikach, z czego awaryjnie jedno wystąpienie najlepiej trzymać poza siedzibą (w domyśle jak najdalej od pozostałych). Chodzi przecież o to by minimalizować prawdopodobieństwo utraty danych, które z każdą kolejną kopią, nośnikiem i miejscem składowania, maleje wykładniczo. Obecnie chroni się nie tylko dane, ale i całe systemy. Większość dostępnych aplikacji dedykowana do zastosowań biznesowych potrafi robić „obrazy” systemów i danych „w locie”, a więc podczas pracy aplikacji. W razie zniszczenia urządzenia z kopii odzyskiwane są wówczas nie tylko dane, ale i wszelkie ustawienia, dzięki czemu komputer czy serwer gotowy jest do użytku w ciągu kilkunastu minut.

Pamiętajmy jednak o tym, że kopia zapasowa jako usługa to nie ubezpieczenie od wszelkich nieszczęść. Dostawca usługi umownie ogranicza swoją odpowiedzialność, a górną granicę kar umownych stanowi zazwyczaj wartość abonamentu miesięcznego. Czytanie umowy i regulaminu usługi pozbawia złudzeń. BaaS to nie ubezpieczenie typu Business Interruption. Poza tym kopia (z definicji) to nie pierwowzór, lecz jego klon. Czy to powinno zniechęcać do usługi? Absolutnie nie. Rekomenduję wykonywanie lokalnych kopii bezpieczeństwa i korzystanie z polskich dostawców BaaS dla spełnienia reguły 3-2-1.

„Chmura” prywatna po Polsku

„Chmura” prywatna po Polsku

40 lat w komunizmie wpływa na nasze decyzje biznesowe. Panuje powszechne przekonanie, że gdy zasoby obsługujące aplikacje biznesowe mamy „pod ręką”, jesteśmy bezpieczni. Taka postawa klientów wpływa rzecz jasna na oferty operatorów centrów danych. W efekcie, chmura prywatna to najczęściej środowisko serwerowe, dedykowane dla konkretnego klienta. Jest prywatnie? No jasne, ale czy to jest chmura?

Na pytanie, czym jest chmura, każdy odpowie inaczej (artykuł Mirka Brunejko). Myślę, że zasadniej będzie napisać o jej najważniejszych cechach, a są to: skalowalność, wysoka dostępność, efektywność kosztowa i jednolity interfejs do wszystkich usług oraz architektura nastawiona na usługi, uff. Na koniec, nie można mówić o chmurze, gdy brakuje automatyki w zakresie rozliczeń. Wszystko musi się zliczać „samo”, a klient, musi mieć możliwość uruchomienia usług zdalnie za pomocą karty kredytowej. No dobrze, a teraz chmura prywatna, cóż to jest? Przyjmuje się, że to chmura, która została zbudowana przez firmę na jej wewnętrzne potrzeby.

Wracam do naszego polskiego parcia na posiadanie, na które odpowiedzią są tzw. „dedyki”. Infrastruktura dedykowana, to wynajem sprzętu i kolokacja w wykonaniu centrum danych. Co zyskujemy jako klient? Nie angażujemy własnego kapitału i upraszczamy księgowanie. Podobne jak w leasingu, z tym, że nie musimy mieć zdolności kredytowej ani zabezpieczeń, miło :). Podpisujemy umowę na czas określony z usługodawcą i mamy do dyspozycji sprzęt, w dodatku umieszczony w profesjonalnym centrum danych.

Pamiętajmy jednak, że taka usługa ma swoje ograniczenia. Rezerwowane dla nas środowisko IT skalować się będzie tylko do maksymalnych możliwości wynajmowanych urządzeń. Co prawda, istnieje możliwość dodania nowych serwerów, dysków, itd., ale nie ma szans na zwiększenie o 100% mocy obliczeniowej z dnia na dzień. Nie ma też rozliczania za zużycie. No właśnie, a co gdy nasz apetyt osłabnie? Niestety, będzie trudno wynegocjować obniżenie ceny, bo przecież usługodawca musi zamortyzować inwestycję.

Czy infrastruktura dedykowana ma cechy chmury? Nie. Przed wszystkim architektura rozwiązania nie jest nastawiona na świadczenie usług. Dostajemy przecież serwery, „kawałek” macierzy i wirtualizator, który dzieli nam logicznie cały zasób. Usługodawcy zwykle udostępniają nam też interfejs www, ale nie ma tu nawet procenta funkcjonalności AWS czy Azure.